Archiwa tagu: miłość

Wpływowi mężczyźni odkrywają miłość (część druga)

Za każdym razem, gdy słucham moich sąsiadek, mądrych, wiejskich bab, ubolewam nad tym, że świat nie zaprasza ich do dyskusji panelowych, nie robi z nimi wywiadów i nie wydaje o nich książek w milionowych nakładach.

Wpływowy światowy mężczyzna Michael Pollan z Harvard University, autor książki „How to Change Your Mind. New Science of Psychodelics” mówi w wywiadzie w „Przekroju”: „Mentalna podróż, w którą wyruszamy pod wpływem substancji psychodelicznych, charakteryzuje się przede wszystkim zanikiem ego. Wraz z nim znikają też różne mechanizmy obronne, które działają w naszej psychice. (…) Czujemy na przykład, że jesteśmy z innymi ludźmi związani znacznie głębiej i silniej, niż nam się wydawało. Albo, że pomiędzy nami a światem natury nie ma żadnych granic, bo jesteśmy jego integralną częścią. A ponieważ nie ma już tych murów, które mozolnie wznosimy w codziennym życiu, zaczynamy znacznie intensywniej odczuwać również miłość, jedną z najpotężniejszych ludzkich emocji. Okazuje się po prostu, że mamy jej w sobie o wiele więcej niż zdawaliśmy sobie z tego sprawę. I że o wiele więcej jej potrzebujemy.”

Wpływowy mężczyzna jest szczery: „Wcale nie wszyscy (eksperymentujący z psychodelikami – przypis mój) oczekiwali poczucia łączności z wszechświatem, rozpadu ego albo głębokiej miłości do wszystkich istot. Dla niektórych była to spora niespodzianka. Na przykład dla mnie.”

Dziennikarz pyta, czy w dzisiejszym świecie potrzebujemy powrotu do miłości, łączności z naturą oraz z innymi, o których zdążyliśmy już niemal kompletnie zapomnieć i jako jednostki, i jako cywilizacja. Rozmówca na to, że tak, oczywiście potrzebujemy, bo bez tego zginiemy jako ludzkość.

A więc nie potrzebujemy władzy, dominacji, rywalizacji, niszczenia i wojen tylko miłości, i to „potrzebujemy jej o wiele więcej.” Oto epokowe odkrycie w męskim świecie.

Po co walczyć o ogień, skoro można przystawić patyk i odpalić?

Przypomina mi się zdumienie mądrej, prostej kobiety, gdy po raz pierwszy oglądałyśmy razem film „Walka o ogień” – wiele, wiele lat temu. Nigdy nie zapomnę jej najszczerszego, niemożliwego do opisania zdumienia. Nie zrozumiała tego filmu: „Dlaczego oni walczą o ogień? Przecież ogniem można się podzielić, odpalić od płonących patyków, nikomu nie ubędzie… O co chodzi w tym filmie? Dlaczego oni walczą o ten ogień?”– pytała wciąż i wciąż. Jak odpowiedzieć na takie pytanie? Dlaczego w męskiej cywilizacji trzeba walczyć o ogień? Nie sposób odpowiedzieć, ponieważ walka to niedorzeczność.

W obszernym wywiadzie wpływowy mężczyzna powołuje się na innych wpływowych mężczyzn – utytułowanych naukowców – i nie wspomina ani o jednej kobiecie. Poglądy żadnej kobiety nie są uwzględnione w tych rozważaniach. Ani jednej.

Doświadczenia z psychodelikami sprawiają, że męscy władcy tego świata zaczynają rozumieć, że społeczne hierarchie to iluzja; że wszystkie społeczne instytucje to w gruncie rzeczy gry. Miłość płynąca z tych doświadczeń łagodzi tendencje autorytarne, sprzyja postawom równościowym.

Substancje psychodeliczne umożliwiają wyjście poza niszczące narracje i dostrzeżenie, że są one tylko jednym z wielu możliwych punktów widzenia. „Że – innymi słowy – wcale nie jesteśmy ich niewolnikami, choć tak nam się przez bardzo długi czas wydawało. Podobnie jest z opowieściami o tym, co nas otacza, na przykład dotyczącymi świata politycznego. Zaczynamy na nie patrzeć w podobny sposób jak na swoje ego: nie jako na prawdy objawione, ale na opowieści, wobec których istnieją liczne alternatywy. (…) Niewątpliwie jesteśmy dziś zamknięci w bardzo destrukcyjnych narracjach. (…) Moim zdaniem potrzebujemy jakiegoś radykalnego wstrząsu, żeby wyjść z tych niebezpiecznych kolein. I to w skali całego świata.”

Skoro nikt nie słucha, nie ma co gadać?

Oczywiście chwała bogu i bogini, że są tacy wpływowi mężczyźni, którzy mówią te oczywiste rzeczy. Skoro żyjemy w czasach, w których tylko męski głos jest w stanie się przebić – dobrze, że jest. Kiedy jednak zaczną mówić kobiety? Kiedy my zaczniemy mówić? Nikt nas nie słucha – tak twierdzimy. Czy ważne jest, aby ktoś słuchał? Czy to warunek naszego mówienia? Skoro świat nie słucha, nie ma co gadać, bo to jak groch o ścianę? Stąd już tylko krok do umniejszania siebie. Nie wyrażania siebie. Przekonania, że to „nic takiego”, że „nic takiego w końcu nie robimy, opiekując się tym światem”, że „to normalne”, itd. itd. Zaprzeczania własnej mocy.

Za każdym razem, gdy słucham moich sąsiadek, mądrych, wiejskich bab ubolewam nad tym, że świat nie zaprasza ich do dyskusji panelowych, nie robi z nimi wywiadów i nie wydaje o nich książek w milionowych nakładach.

Czy kiedyś wreszcie doczekamy TEGO? Czy TO wydarzy się za naszego życia? Czy ujrzymy świat współtworzony (nie rządzony) zasadą żeńską? Trudno przewidzieć, jednak to co mamy do zrobienia, trzeba robić. Przede wszystkim uznać wreszcie, że to kim jesteśmy – KOBIETAMI – jest największym dobrodziejstwem dla świata.